Strona główna » α-metylo-MDA (MDPH) – na papierze to brzmiało lepiej

α-metylo-MDA (MDPH) – na papierze to brzmiało lepiej

by admin

α-metylo-MDA (MDPH) – na papierze to brzmiało lepiej

Są takie związki, które brzmią jakby ktoś wrzucił do jednego worka wszystko, co już działało, potrząsnął i liczył na cud. 3,4-metylenodioksyfentermina (α-metylo-MDA; MDPH; 3,4-MDPH), to właśnie taki przypadek. Nazwa sugeruje coś w stylu krzyżówki MDA oraz fenterminy (inaczej: alfa-metyloamfetaminy) – kiedyś bardzo popularnego środka na odchudzanie o właściwościach stymulujących. Co otrzymaliśmy jako efekt? Na pewno nie to czego się spodziewano – ani to środek na odchudzanie, ani też empatogen.

MDPH zostało po raz pierwszy zsyntezowane przez Aleksandra Shulgina czyli człowieka, który dał światu cały wachlarz psychodelików fenetylaminowych z grupy 2C-X, i wiele, wiele więcej. Substancja pojawiła się w jego notatkach i została opisana w książce „PiHKAL”, ale nigdy nie wyszła poza etap eksperymentalny. Nie trafiła do medycyny, nie zrobiła kariery rekreacyjnej i w zasadzie pozostała ciekawostką dla osób, które lubią przekopywać się przez archiwa chemii substancji psychoaktywnych. Strukturalnie MDPH to coś w rodzaju hybrydy. Z jednej strony mamy rdzeń charakterystyczny dla MDA i MDMA, czyli pierścień fenylowy z grupą 3,4-metylenodioksy, która odpowiada za ich typowe właściwości entaktogenne i delikatnie psychodeliczne. Z drugiej strony mamy modyfikację w pozycji alfa, która zbliża ten związek do fenterminy, klasycznego anorektyku. Teoretycznie powinno to dać coś pośredniego między MDA a lekkim stymulantem.

Jeśli chodzi o mechanizm działania, dużo jest tu przypuszczeń, bo danych jest niewiele, a to co mamy, nie wygląda szczególnie obiecująco. Klasyczne związki takie jak MDMA działają głównie jako releasery serotoniny, dopaminy i noradrenaliny, z wyraźnym naciskiem na serotoninę, co odpowiada za ich charakterystyczne efekty w sferze emocjonalnej. Do tego oddziałowują m.in. na receptor TAAR2. W przypadku MDPH sugeruje się, że jego zdolność do uwalniania serotoniny jest znacznie słabsza, a być może wręcz znikoma. Badania wskazywały, że pokrewne związki z tej grupy nie wykazywały typowej aktywności w tym obszarze. To tłumaczyłoby, dlaczego użytkownicy nie opisują „magii” znanej z MDMA, czyli empatii, otwartości i głębi emocjonalnej. Najbardziej sensowną teorią wydaje sie być taka, że MDPH działa głównie jako słaby stymulant o nietypowym profilu, z bardzo ograniczonym wpływem na serotoninę. Innymi słowy, to bardziej przytłumiony stymulant niż pełnoprawny empatogen.

W kwestii efektów, MDPH prezentuje się następująco: dominującym motywem jest uczucie lekkiego odurzenia, a nawet „zamulenia”, które sam Shulgin opisał jako bycie „stoned” (czyli zjaranym). Substancja ta tylko delikatnie przypomina MDA, i według osób które jej próbowały, pozbawiona jest głębi. Nie powoduje ona halucynacji wzrokowych, nie ma bogatych zmian percepcyjnych, nie jest tak intensywnie jak po MDA czy nawet jego słabszych analogach takich jak MDEA czy bk-MDMA. Pojawia się natomiast coś w rodzaju spokojnego, lekko otępiającego stanu. U niektórych osób występowały krótkie, ulotne sny na jawie, które jednak szybko znikają i nie pozostawiają po sobie większego śladu.

Ciekawym aspektem jest właśnie ten wpływ na sen i marzenia senne, które czasami są opisywane jako nienaturalne, dziwne albo wręcz niepokojące. To sugeruje, że substancja w jakiś sposób ingeruje w procesy przetwarzania informacji w mózgu, ale niekoniecznie w sposób, który ktoś chciałby eksplorować dla przyjemności. w opisach przewija się też motyw działania „wspomagającego”, czyli zdolności do wzmacniania efektów innych substancji. Shulgin sugerował, że MDPH może działać jako swego rodzaju „promoter”, podobnie jak 2C-D (które nazwał „farmakologicznym tofu”) co oznacza, że związek sam w sobie jest mało spektakularny, ale może modyfikować doświadczenie w połączeniu z innymi związkami. O ile 2C-D faktycznie tak działa, to eksperymenty tego typu z alfa-metylo-MDA brzmią raczej jak proszenie się o problemy.

Jeśli ktoś liczył, że przynajmniej będzie lajtowo i bezproblemowo, to niestety nie. W relacjach pojawiają się nudności, zgrzytanie zębami, nadmierne pocenie się i lekkie zaburzenia koordynacji ruchowej, w tym problemy z kontrolą ruchów oczu. Do tego dochodzi efekt anorektyczny czyli wyraźne tłumienie apetytu, co jest zgodne z podobieństwem do fenterminy. Niektóre efekty są bardziej niepokojące, jak epizody amnezji czy wyraźnie zmienione zachowanie, zwłaszcza w połączeniu z alkoholem. Opisy sugerują, że takie mieszanki mogą prowadzić do utraty kontroli i działań, których użytkownik później nie pamięta. To już przestaje być eksperyment, a zaczyna przypominać scenariusz, który im dalej idzie, tym prędzej kończy się bardzo głupimi decyzjami. Co chyba najbardziej podsumowuje sytuację, to fakt, że nawet przy wyższych dawkach użytkownicy często dochodzą do wniosku, że efekty nie są warte fizycznego dyskomfortu. To nie jest najlepsza reklama dla substancji, która teoretycznie miała być kolejnym przyzwoitym członkiem rodziny MDxx.

MDPH jest więc przykładem związku, który wygląda obiecująco na poziomie struktury chemicznej, ale w praktyce okazuje się rozczarowujący. Łączy elementy MDA i fenterminy, ale nie przejmuje w pełni zalet żadnego z nich, oferując raczej przytłumione, mało wyraziste efekty z domieszką typowych i kilku naprawdę nietypowych skutków ubocznych. Jeśli ktoś szukał dowodu na to, że nie każda modyfikacja w obrębie empatogennych pochodnych amfetaminy prowadzi do czegoś wartościowego, to właśnie go znalazł.

Autor tekstu: horsii

You may also like

Leave a Comment