Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że wszystkie tryptaminy to kolorki, wzorki i duchowe przebudzenie, to 5-MeO-pyr-T jest dobrym przykładem, że tak własnie nie jest. Ten związek wygląda na papierze jak krewny DMT, 5-MeO-DMT czy bufoteniny, a w praktyce potrafi zachowywać się bardziej jak coś między anestetykiem a bardzo nieprzyjemnym eksperymentem na własnym mózgu.
5-MeO-pyr-T, czyli 5-metoksy-N,N-tetrametylenotryptamina, został po raz pierwszy opisany w literaturze naukowej już w 1962 roku, w czasach gdy chemicy intensywnie eksplorowali modyfikacje tryptamin w poszukiwaniu nowych leków i nie tko. Strukturalnie jest to związek podobny do 5-metoksytryptamin, takich jak 5-MeO-DMT, ale z jedną istotną modyfikacją polegającą na „domknięciu” bocznego łańcucha w pierścień pirolidynowy. To niby drobna zmiana, a jak się okazuje, potrafi kompletnie rozwalić przewidywalność efektów. Związek przez dekady pozostawał raczej ciekawostką laboratoryjną, pojawiając się w badaniach na zwierzętach i w notatkach chemików. Dopiero później, głównie dzięki publikacjom Alexandra Shulgina w TiHKAL, pojawiły się pierwsze opisy doświadczeń u ludzi. W obiegu jako substancja rekreacyjna został zauważony dopiero stosunkowo niedawno, około 2017 roku w Europie, i nigdy nie osiągnął większej popularności. Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, jak wygląda jego profil działania.
Na poziomie receptorowym 5-MeO-pyr-T działa przede wszystkim jako silny agonista receptora serotoninowego 5-HT1A, przy znacznie słabszej aktywności wobec 5-HT2A, który odpowiada za klasyczne, znane nam wszystkim efekty psychodeliczne. To kluczowa różnica względem takich substancji jak LSD czy psylocybina, które opierają swoje działanie właśnie na 5-HT2A. Efekt jest taki, że zamiast typowej psyhodeli z halucynacjami i zmianą percepcji, dostajemy coś znacznie bardziej chaotycznego i trudnego do sklasyfikowania. Aktywacja 5-HT1A wiąże się raczej z modulacją nastroju, lęku i świadomości, który bardziej można nazwać „rozmywaniem” niż typową psychodelą. W przypadku tego związku wygląda to czasem jak gwałtowne wyłączenie czy upośledzenie części funkcji poznawczych, a nie ich rozszerzenie.
Opisy działania 5-MeO-pyr-T są tak niespójne, że aż podejrzane, ale niestety wszystko wskazuje na to, że właśnie taka jest natura tego związku. Przy niskich dawkach może powodować lekkie uspokojenie albo właściwie nic szczególnego, co już samo w sobie jest rozczarowujące dla osób oczekujących czegoś na wzór pochodnych DMT. Przy wyższych dawkach zaczyna się robić dziwnie. Pojawiają się objawy takie jak intensywny szum w uszach, nudności, wymioty, dezorientacja i wyraźne upośledzenie myślenia. U wielu osób występuje częściowa lub całkowita amnezja, a także utrata kontroli nad ciałem, drżenia, a nawet okresy nieprzytomności. Zamiast klasycznych wizji często nie ma nic, żadnych obrazów, falowania, oddychania czy głębi.
Czasem jednak pojawiają się krótkie, intensywne momenty przypominające 5-MeO-DMT, z utratą ego i poczuciem jakiegoś stanu absolutnego. Problem polega na tym, że te momenty są niesamowicie ulotne, i często natychmiast przykrywane przez dezorientację, brak pamięci i fizyczny dyskomfort. To nie jest podróż, którą można sobie potem spokojnie opowiedzieć przy kawie. Jeśli ktoś jednak zbiera historie, które brzmią jak scenariusz do horroru psychologicznego, to 5-MeO-pyr-T dostarcza materiału hurtowo. Jednym z najbardziej znanych przypadków jest incydent z udziałem chemika związanego z badaniami nad tryptaminami. Doktor Robert Oberlander, który na swoim koncie ma takie osiągnięcia jak stworzenie lisdeksamfetaminy (Vyvanse), pewnego razu przsesadził z 5-MeO-pyr-T,i po przyjęciu zbyt dużej dawki wyszedł z domu i został znaleziony dużo później, błąkający się po ulicy w stanie przypominającym fugę dysojacyjną, bez jakiejkolwiek pamięci tego co robił i jak się tam znalazł.
Inne relacje opisują sytuacje, w których użytkownicy tracili przytomność na kilka godzin, a po odzyskaniu świadomości nie pamiętali absolutnie nic z okresu działania substancji. Były też przypadki intensywnych reakcji fizycznych, takich jak silne wymioty, mdłości, niekontrolowane ruchy, drgania mięśni, przewracanie się i zachowania, które sprawiały że trip-sitterzy byli przerażeni. Jedna z innych absurdalnych historii dotyczących 5-MeO-pyr-T, dotyczy jednej z prób które wykonał sam Alexander Shulgin. Po spaleniu 4 miligramów, miał zamiar obejrzeć powtórkę Star Treka w telewizji. Zaraz po przyjęciu dawki, na kilka godzin całkowicie wyłączyła mu się pamięć. Następnie został odnaleziony przez jego dobrego znajomego. Shulgin kręcił się bez celu po ulicy i w okolicy domu znajomego, nie mając kompletnie pojęcia jak tam się znalazł.
Największym problemem 5-MeO-pyr-T jest jego nieprzewidywalność. Dawki rzędu jedynie 2 miligramów mogą prowadzić do skrajnie różnych efektów u różnych osób, od prawie zerowego działania po głęboką utratę świadomości. Do najczęściej opisywanych skutków ubocznych należą silne nudności i wymioty, zaburzenia poznawcze, amnezja, a także epizody nieprzytomności. Dochodzą do tego reakcje neurologiczne czy dezorganizacja ruchowa. W praktyce oznacza to realne ryzyko urazu, jeśli ktoś nie jest w bezpiecznym otoczeniu. Dodatkowo pojawia się kwestia długotrwałego afterglowu… ktory chyba bardziej odpowiednio byłoby nazwać after-zjazdem w wersji Deluxe. Charakteryzuje go uczucie rozbicia jak przy grypie, spowolnienia i ogólnego dyskomfortu,, utrzymujące się nawet przez kilka dni. Niektóre relacje sugerują też dłużej utrzymujące się poczucie ogólnej „dziwności” i derealizację.
Sytuacja prawna 5-MeO-pyr-T jest typowa dla niszowych tryptamin, czyli dosć niejasna. W wielu krajach europejskich nie jest on wymieniony z nazwy, ale podlega przepisom o analogach lub ogólnym zakazom dotyczącym nowych substancji psychoaktywnych. W Polsce najpewniej podpada pod ustawę o nowych substancjach psychoaktywnych, co w praktyce oznacza zakaz obrotu. W Holandii związek ten jest legalny. W Stanach Zjednoczonych może być traktowany jako analog substancji kontrolowanych na mocy Federal Analog Act, co oznacza, że jego status zależy od kontekstu.
Autor tekstu: horsii